Działającej podkomisji smoleńskiej już (a może dopiero?) udało się sprowokować Rosję. Po ogłoszeniu, że są dowody na manipulację danymi, strona rosyjska poprosiła o dokumenty i materiały podkomisji. Można przypuszczać, że jeśli "eksperci" Antoniego Macierewicza nadal będą udowadniać tezę, że doszło do zamachu, to na linii Warszawa-Moskwa, może zrobić się gorąco.
Ale co tam podkomisja! Teraz mamy znacznie ciekawszą historię, która sprawia, że przekleństwo "obyś żył w ciekawych czasach" nabiera upiornej realności. Tygodnik "Nie" podaje, że do Donbasu wysłano grupę uzbrojonych komandosów. Po co? Internauci w komentarza żartują, że skoro Rosja nie wydaje nam wraku tupolewa, to polskie wojsko chce go odebrać siłą. Kto wie… A serio, to nadal nic nie wiadomo. MON nie udziela informacji na ten temat, choć sprawa wydaje się poważna, przynajmniej na tyle poważna, by zająć jakieś stanowisko. Chcę wierzyć, że tygodnik "Nie" publikuje bzdury mające podwyższyć mu liczbę czytelników. A jeśli jednak dziennikarz pisma pisze prawdę, to chcę wierzyć, że to jakaś misja ratunkowa, że dowództwo NATO wie o tym. Póki co jednak MON milczy. Mnie zaś po głowie tłucze się myśl, to wszystko powoli przestaje być śmieszne.
Iwona Leończuk
P.S. 24 września maszerujemy. Tym razem pod hasłem "Jedna Polska - Dość podziałów". Spotykamy się o godz. 15 w Al. Szucha (pod siedzibą Trybunału Konstytucyjnego) i idziemy trasą: Trybunał Konstytucyjny - Aleje Ujazdowskie - Plac Trzech Krzyży - Rondo De Gaulle'a - Nowy Świat - Krakowskie Przedmieście. Kończymy pod sceną na ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza
