Ta sprawa pokazuje podwójne niebezpieczeństwo. Minister w oświadczeniu napisał: Sądy są zobowiązane strzec konstytucyjnej wolności sumienia, a nie ją łamać… Czy wolność sumienia niepokojąco się rozrasta i to dryfując tylko w jedną stronę. Część lekarzy już od dawna kieruje sumieniem, a nie dobrem pacjenta i prawem. Pielęgniarki też się do tego włączają. Ponoć farmaceuci nie sprzedają np. pigułek antykoncepcyjnych, bo nie pozwala im na to sumienie. Teraz okazuje się, że drukarz ma sumienia. Wkrótce pewnie i budowlańcy będą mogli odmówić wykończenia mieszkania, gdy dojdą do wniosku, że może w nim być potem Sodoma i Gomora. Szewc nie zrobi butów gejowi, bo diabli wiedzą, gdzie mógłby w nich pójść. Sklepowa nie sprzeda wina lesbijce, bo jeszcze mogłaby upić nim jakąś kobietę i skłonić do nierządu… A wszystko pod aprobującym spojrzeniem ministra.
Kwestia druga jest równie poważna, o ile nawet nie bardziej. Konstytucja, na którą w oświadczeniu powołał się minister gwarantuje niezawisłość sądom. Funta kłaków nie jest jednak warta niezawisłość, jeśli minister wtrąca się do wyroków. Mało tego! Nie jest w stanie użyć argumentów prawnych, używa więc ogólników. Czy po zablokowaniu Trybunału Konstytucyjnego PiS zamierza zabrać się za sądy?
Dura lex, sed lex? Bez żartów! Wkraczamy w okres, gdy prawo powoli będzie zastępowane przez sprawiedliwość. PiS-owską sprawiedliwość. To może nie być fajne…
Iwona Leończuk
