W walce o pamięć powstania warszawskiego PiS pozornie dziś wyszedł na prowadzenie. Nie będzie co prawda apelu poległych w katastrofie smoleńskiej, ale przecież tak naprawdę nigdy nikomu o ten apel nie chodziło. Bo z 96 osób, które zginęły pod Smoleńskiem liczy się tak naprawdę jedna. Lech Kaczyński. To on kreowany jest na bohatera narodowego, na wielkiego polityka, na prezydenta 1050-lecia. I to on jednak zostanie uczczony przy okazji apelu poległych powstańców.
Jak PiS to osiągnął? To chyba nie jest ważne. Ważne jest, że osiągnął. - Ci sami ludzie, którzy robili wszystko, żeby wymazać z pamięci fakt historyczny, jakim była katastrofa smoleńska, dziś kolejny raz próbują używać tragedii smoleńskiej do walki politycznej – powiedziała premier Beata Szydło.
PiS ma tendencję do odwracania kota ogonem i twierdzenia, że białe nie jest białe, a czarne – czarne. Bo jeśli ktoś rzeczywiście próbuje jakąś tragedię używać do walki politycznej, to jest to partia rządząca. Tak wykorzystuje katastrofę smoleńską. Tak wykorzystuje powstanie warszawskie.
Ale tak się nie da. Można wydrukować nowe podręczniki do historii. Można wmawiać ludziom, że tragedia smoleńska miała cokolwiek wspólnego z powstaniem warszawskim, można wmawiać ludziom, że Lech Kaczyński największym polskim prezydentem był. To nie przejdzie. Bo nie da się zmusić ludzi, by darzyli kogoś szacunkiem. Nie da się zmusić ludzi, by uznawali kogoś za bohatera. Nie da się zmusić ludzi, by uwierzyli w czyjąś wielkość. Wszyscy, którzy dotąd tego próbowali, odnosili skutek przeciwny. Lech Kaczyński chyba na to nie zasłużył.
Iwona Leończuk
